23 czerwiec 2018

O meczu, obronie, urodzinach, kibicach i Mili...

Śląsk Wrocław sprawił sobie i kibicom prawdziwie mistrzowskie zakończenie roku. Wrocławianie na koniec zagrali dwa świetne mecze, pokonali dwie najlepiej spisujące się w tym sezonie drużyny - Lecha aż 3:0 oraz mistrza jesieni, Legię 1:0. Mistrzowie Polski pokazali, że nie wypisują się jeszcze z walki o kolejny tytuł najlepszej drużyny w kraju. Podczas meczu z legionistami wrocławska defensywa spisała się świetnie, Marian Kelemen dostał najwspanialszy prezent, kibice podziękowali za MP, a Sebastian Mila zaskoczył... frotką i szalikiem.

 

Fot. PAP/Maciej Kulczyński

 

Śląsk w dwóch ostatnich meczach rundy jesiennej mierzył się z rywalami z najwyższej półki. Najpierw wicelider Lech - w Poznaniu wrocławianie zagrali najlepszy mecz w sezonie i pokonali faworyzowanego "Kolejorza" aż 3:0, absolutnie zasłużenie. To zwycięstwo wszystkim poprawiło humory i pozytywnie nastroiło przed przybyciem bezsprzecznie najlepszej drużyny sezonu 2012/13 - Legii Warszawa. Legioniści przyjeżdżali do Wrocławia po laniu, jakie sprawili piłkarzom wicemistrza Polski Ruchowi Chorzów (3:0 przy Łazienkowskiej). Faworytem hitu 15. kolejki była więc ekipa Jana Urbana.

- Śląsk to najlepsza drużyna w kraju i w piątek to my zwyciężymy - mówił przed piątkowym pojedynkiem pewny siebie kapitan Śląska Sebastian Mila. I miał rację. WKS po dobrym meczu pokonał Legię 1:0. Konfrontacja była wyrównana, swoje okazje miały oba zespoły. O ile samo spotkanie było ciekawe, a klasa rywala przyciągnęła na trybuny rekordowe 22 tysiące osób (co i tak jest wynikiem bardzo słabym - w Poznaniu podczas meczu z Legią zapełniono cały 42-tysięczny obiekt), to cieszy przede wszystkim świetna gra w defensywie, a okres przygotowawczy może to tylko udoskonalić. Do tego Legia po raz pierwszy przegrała na wyjeździe i po raz pierwszy nie strzeliła żadnego gola.

Jeszcze kilka tygodni temu można było utyskiwać na wiele traconych goli. Trójkę władował Śląskowi Piast, Jagiellonia, Lechia, aż czterokrotnie pokonywali Mariana Kelemena zawodnicy Górnika Zabrze. WKS w trzynastu kolejkach stracił aż 20 goli. To szokujące, ale więcej bramek po tylu spotkaniach dał sobie wbić tylko beniaminek ekstraklasy Piast, oraz dwa ostatnie zespoły: Podbeskidzie i GKS Bełchatów. Obrona mistrza Polski sprawowała się więc fatalnie. Aż wreszcie nadeszły mecze z Lechem i Legią, w których to Śląsk nie stracił żadnego gola. Czego było Śląskowi trzeba? Zgrania - to na pewno, w końcu latem formacja obronna została doszczętnie zniszczona. A może impulsem miało być wyrzucenie z klubu Patrika Mraza? Może właśnie to spowodowało większą chęć do biegania, większą koncentracje, walkę na 100%? Umówmy się - zakończenie współpracy z Mrazem było jasnym sygnałem, że następny mogę być ja.

Mecz z Legią był prawdziwym popisem Tadeusza Sochy na boku obrony. Wychowanek Śląska dostał nie lada wyzwanie - opanowanie szaleńczych rajdów będącego w wyśmienitej formie Jakuba Koseckiego. Popularny "Kosa" strzelał ostatnio jak na zawołanie, a obrońcy przeciwnika na samą myśl o grze z tak usposobionym skrzydłowym dostawali dreszczy. Socha spisał się jednak wybornie. Ani raz nie dał się rozhuśtać szybkiemu rywalowi, za każdym razem walczył do końca, co kibice wielokrotnie nagradzali brawami. Gdyby jeszcze potrafił ustabilizować taką formę... w każdym razie był to jego mecz życia.

Bardzo dobra gra Sochy to miła niespodzianka, ale nie można zapominać o pozostałej trójce. Na środku obrony genialnie radzili sobie Tomasz Jodłowiec i Marcin Kowalczyk. Ten pierwszy zupełnie nie dał się rozkręcić Danielowi Ljuboji (notabene ten zawodnik we wszystkich meczach ze Śląskiem, w których grał, zdobywał gole), który częściej machał rękami, niż zaliczał udane zagrania. Do tego bramka - już trzecia w tym sezonie. Można by rzec, że były zawodnik Polonii Warszawa coraz bardziej przypomina nam Piotra Celebana. Świetnie w defensywie, raz na jakiś czas szaleńcze wyprawy pod bramkę rywala z piłką przy nodze, no i gole, których "Jodła" na koniec rozgrywek może uzbierać naprawdę sporo. Swoich licznych przeciwników w ostatnich dwóch spotkaniach uciszył również Kowaczyk. Były gracz Zagłębia Lubin wraz z Jodłowcem zagrał po profesorsku, czyścił co się dało, a i udanie rozpoczynał ataki WKS-u. Aż trudno uwierzyć, że to ten sam zawodnik, który w wielu meczach tak bardzo irytował swoją nieporadnością, a wyróżniał się jedynie żółtymi korkami. Teraz wygryzł ze składu Rafała Grodzickiego.

Co do meczu z Legią warto wspomnieć również o urodzinach Mariana Kelemena. Kibice Śląska sprawili Słowakowi spory prezent. Już na samym początku spotkania zaśpiewali mu "Sto lat", a potem dobrze znane wszystkim "Marian, Marian!". Golkiper wynagrodził to fanom WKS-u brawami. - Kiedy kibice śpiewali mi "sto lat", to aż mi ciarki po plecach przechodziły. To było coś niesamowitego. Jeszcze nigdy w życiu coś takiego mnie nie spotkało. Chciałbym za to bardzo podziękować naszym kibicom. To był dla mnie najwspanialszy prezent - powiedział tuż po meczu piątkowy jubilat, który prowadził również rywalizację z rodakiem w bramce reprezentacji Słowacji Dusanem Kuciakiem.

 

 

Trzeba również wspomnieć o Sebastianie Mili. Mecz z Legią to być może jego ostatni występ w drużynie Ślaska. - Nie ukrywam, że piątkowy mecz z Legią może być moim ostatnim w barwach Śląska. Oczywiście nie będzie to dla mnie łatwe - mówił kilka dni przed spotkaniem 30-letni pomocnik. Co ciekawe, kapitan mistrza Polski wystąpił z frotką... Śląska. Dla niewtajemniczonych - Sebastian zawsze grał z frotką Lechii Gdańsk, której od dawna jest wielkim kibicem. Natomiast w pomeczowym studio Canal+ założył na szyje szalik Śląska. Pytanie, co to miało oznaczać? Czy to taka forma pięknego pożegnania z kibicami Śląska, znak przywiązania do klubu, czy jednak sygnał, że zostanie we Wrocławiu na kolejne lata? Lider wrocławskiej drużyny wyjaśnił to, mówiąc: - To dla mnie dziwny dzień. Cieszę się ze zwycięstwa, ale cały czas myślałem o tym, że to może być mój ostatni mecz. Chciałem, żeby był wyjątkowy, dlatego ten jeden raz zmieniłem swój zwyczaj i zamiast opaski Lechii Gdańsk założyłem opaskę Śląska. Z szacunku dla klubu i jego kibiców, bo wiele tutaj przeżyłem. Jeśli odejdę, to na pewno znajdzie się ktoś na moje miejsce. Nie ma ludzi niezastąpionych - stwierdził w wywiadzie dla sport.pl "Milowy", dla którego mecz z Legią był dwusetnym występem w ekstraklasie.

 

 

Podsumowując - Śląsk w iście mistrzowskim stylu pożegnał piękny 2012 rok. Na trybunach pojawił się nawet dobrze znany we Wrocławiu Vuk Sotirović, który oglądał mecz razem z Amirem Spahiciem. Kibice, oprócz prezentacji efektownej oprawy z serpentynami, konfetti, flagami i pirotechniką, wywiesili transparent o treści: "Dla Was szacunek od kiboli za MP 2012 na zawsze”, co wzruszyło Sebastiana Milę w pomeczowym wywiadzie. Na telebimach w końcówce spotkania zobaczyliśmy życzenia świąteczne oraz noworoczne. Można powiedzieć, że ten 2012 rok zakończył się happy endem i jeśli uda się zatrzymać kluczowych zawodników, to walka o mistrzostwo Polski może być jeszcze bardzo pasjonująca, nawet pomimo siedmiu punktów straty do pierwszej Legii...

 

Autor: Daniel Zgiep

Źródło: wks.pl

Share

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Ostatnie komentarze

Partnerzy